Wysłuchanie publiczne o ustawie o Sądzie Najwyższym

W internecie najlepiej schodzą historie osobiste, więc oto opowieść poniekąd osobista. 🙂

Skończyłam prawo na UwB (rocznik 2002) ale nigdy nie planowałam kariery w zawodzie prawniczym. Wielu kolegów ze studiów wybrało kontynuację nauki na aplikacjach adwokackich, prokuratorskich, notarialnych i innych. Moja współlokatorka, jako jedyna z kręgu znajomych, po głębokim namyśle zdecydowała się zdawać na aplikację sędziowską. Pochodzi z mniejszego miasta i nie miała nigdy żadnych „pleców” w postaci prawników w rodzinie. Do wszystkiego doszła własną uczciwą pracą i nauką. Po skończeniu studiów uznała, że zawód sędziego najbardziej odpowiada jej chęci stosowania prawa. Podziwiałam jej wybór, bo aplikacja sędziowska stanowiła duże intelektualne wyzwanie i wymagała pewnych wyrzeczeń. Jednocześnie popierałam jej decyzję z bardziej praktycznego punktu widzenia. Bo co prawda może liczyć jedynie na państwową pensję, ale zawód sędziego da jej niezawisłość oraz gwarancję zatrudnienia.

Żadnej z nas nie zaświtałoby nawet w głowie, że 15 lat później tak podstawowa wartość jak niezależność sądów może być zagrożona przez działania demokratycznie skądinąd wybranej władzy…

Pomyślałam o tym wszystkim oglądając wysłuchanie publiczne o ustawie o Sądzie Najwyższym, gdy prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, pan sędzia Markiewicz stwierdził, że ma 41 lat i nie czuje potrzeby, aby ktoś go dekomunizował. To tylko jeden z z przykładów obalenia argumentów podawanych przez przedstawicieli partii rządzącej mających uzasadnić konieczność reformy Sadu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Wszystkie wystąpienia powinni usłyszeć przede wszystkim posłowie PiS, ale oni nie są tym zainteresowani. Jeżeli jeszcze nie utraciłam Waszej uwagi, to przedstawię informacje dotyczące projektów ustaw, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Bazują głownie na wystąpieniu pani prezes Gersdorf. Może przyda się Wam w dyskusjach.

1.Izba dyscyplinarna, która ma funkcjonować w Sądzie Najwyższym i prowadzić sprawy dyscyplinarne wszystkich sędziów, składa sprawozdanie ze swojej działalności „właściwemu organowi”. Jednak projekt nie podaje, jaki to organ, więc właściwie nie wiemy, komu owa izba podlega. Można się tylko domyślać, że chodzi o ministra sprawiedliwości a zatem członka rządu.

2.Reforma miała sprawić, że obywatele odczują poprawę w działaniu sądów, tymczasem według projektu Sąd Najwyższy nie rozstrzyga już kasacji i skargi kasacyjnej, czyli ostatnich odwoławczych „desek ratunkowych” zwykłych obywateli. Ma rozpatrywać tylko kasacje nadzwyczajne, czyli takie, które leżą w gestii…prokuratora generalnego, którym jest obecnie minister sprawiedliwości (co za niespodzianka). Kto zatem ma zajmować się kasacjami? Inny sąd? Sam minister? Nie są to sprawy marginalne, do SN wpływa średnio 40 skarg kasacyjnych miesięcznie.

3. Przepisy przejściowe, które mają wejść w życie po skróceniu kadencji obecnych sędziów, nie rozwiązują zagadnienia, co stanie się ze sprawami, które są w trakcie rozstrzygania. Sąd Najwyższy ma wyznaczone posiedzenia już na wrzesień. Co z obywatelami, którzy czekają na orzeczenia w swoich sprawach? Jeżeli po wygaszeniu kadencji sędziów minister zostawi tylko wybranych, tymczasowych, to sprawy na pewno nie będą rozstrzygane szybciej niż były.
Gdyby PiS rzeczywiście chciał usprawnić działania sądów, powinien zabrać się za nowelizowanie kodeksów postępowania cywilnego i karnego. Ktoś słyszał o tym choć słowo?

Alia